Zrównanie dnia z nocą mamy za sobą. Oficjalnie rozpoczęliśmy jesień. 24 września odbyło się pierwsze, świąteczne spotkanie klubowe. W sobotnie popołudnie spotkaliśmy się w parku Olszewskich, aby obchodzić shuubun-no hi 秋分の日. Dotarł do nas także nowy uczestnik - Łukasz. Cieszymy się, że klub zuskuje nowych ludzi zafascynowanycj Krajem Wschodzacego Słońca.
Na macie rozłożyliśmy przyniesione smakołyki, wśród których były tradycyjne potrawy: kulki ryżowe i pasta fasolowa oraz ciastka księżycowe J. Na środku umieściliśmy dekorację nawiązującą do święta i czerwone liście – niestety nie klonowe oraz lampiony, które wieczorem dawały światło, ciepło i tworzyły niesamowitą atmosferę. Sami zaś rozsiedliśmy się wokoło na kocach. Na początku było krótkie i ogólne wprowadzenie, czym jest i jak obchodzi się to święto w Japonii. Niestety nasz „prelegent” nie dotarł, ale mamy nadzieję, że następnym razem usłyszymy coś więcej na w/w temat.
Więcej zdjęć TUTAJ |
Później przyszedł czas na praktykę. Nauczyliśmy się pisać znak 秋 – „jesień” - zgodnie z zasadami kaligrafii. W ruch poszły pędzle i farby. Początki dość trudne, ale po kilku próbach i pełnej śmiechu zabawie, wszystkim udało się poprawnie napisać nauczone kanji. Następnie Łukasz zaproponował króciutką lekcję podstawowych zwrotów japońskich, które miał w telefonie. Powtórka na kolejnym spotkanu. przekonamy sie kto co zapamiętał.
Ostatni punkt programu to uczta dla ciała. Przyniesione potrawy, szybko znikały z miseczek i lądowały w naszych żołądkach. Konsumpcja przerywana rozmowami trwała do późnego wieczora a oświetlone blaskiem lampionów czerwone liście, wprowadzały w zachwyt nasze oczy. Specyficzny klimat pikniku, japońskie znaki i blask lampionów zwracał uwagę wielu przechodniów, którzy z zainteresowaniem patrzyli w naszym kierunku.
Nie obyło się bez efektów specjalnych i niespodzianek. Zapewne na długo utkwi nam w pamięci dymno – wystrzałowy efekt pirotechniczny i unosząca się w niebo aureola. Czyżby zmarli dali o sobie znać? Fakt, Japończycy w tym czasie odwiedzają cmentarze a my bawimy się na błoniach. Ale, ale… w pobliżu był grób Hellwigów, więc małą cmentarną namiastkę też mieliśmy. Oj… działo się, działo J
Mam nadzieję, że każdy z uczestników choć przez chwilę poczuł klimat japońskiej przygody i będzie miał co wspominać minimum przez najbliższy rok – do kolejnego powitania jesieni.