To już ostatnie spotkanie Klubu Kultury Japońskiej w 2011 roku. Zebraliśmy się w licznej grupie. Po umeblowaniu naszej klubowej sali i zawieszeniu dekoracji, tematycznie związanych z naszym ostatnim spotkaniem, zasiedliśmy do słodko zastawionych stołów. A było w czym wybierać: ciasto, babeczki, rozmaite ciasta i ciasteczka, wafelki, owoce, soki i herbata. Na początek poznaliśmy postać Buddy Hoteia, który bywa kojarzony z naszym Mikołajem oraz oficjalnie podsumowaliśmy miniony rok - a raczej półrocze – jakie spędziliśmy w klubie: co robiliśmy, z kim się spotykaliśmy i w jakich imprezach braliśmy udział. Jednocześnie omówiliśmy plany na najbliższy rok. Następnie przeszliśmy do oglądania zdjęć z wybranych spotkań klubu. Wśród nich znalazły się także te, które nie były nigdzie publikowane. Było wiele komentarzy, opinii, śmiechu i miłego wspominania minionych wydarzeń.
W trakcie oglądania zdjęć pojawił się Mikołaj. Niestety z pustym workiem. Zapewne wiedział, że każdy z nas ma przygotować po dwie małe paczki i sam nic nie przynosił. Na początek dowiedział się co robimy na spotkaniach w klubie. Miał również chęć dołączenia do nas, ale….. Zaczął się mini sprawdzian dotyczący klubu. Mikołaj po usłyszeniu dobrej odpowiedzi – a były same dobre – wręczał prezenty. Każdy otrzymał wcześniej wspomnianą paczkę i zakładkę do książki z imieniem - każdy ze swoim. Nauczył nas także krótkiej piosenki w łamaną japońszczyzną oraz choreografii do niej. Śmiechu było co nie miara.
Następnie zrobiliśmy sobie wspólne pamiątkowe zdjęcie z Mikołajem oraz każdy kto chciał mógł sobie zrobić sam zdjęcie z Mikołajem. Zrobili wszyscy. Na zakończenie wizyty, Mikołaj życzył nam dobrej zabawy w klubie na kolejne miesiące oraz szybkiego spotkania w przyszłym roku. Żegnając nas, zostawił nam jeszcze jedną niespodziankę – japońską wersję Jingle Bells, gdzie wspólnie mogliśmy jej posłuchać, ale i sami zaśpiewać. Wizytę Mikołaja przegapił tylko szef. Musiał pilnie wyjść i gdzieś się zagubił w labiryncie korytarzy Gwarka. Kiedy wrócił, było już za późno. Mówiliśmy, że był Mikołaj, zostawił prezenty itd. Udało się dogonić Mikołaja, ale szef wrócił z rózgą, której zapewne się spodziewał. Na przyszły rok musi się poprawić, aby dostać słodszy prezent.
Więcej zdjęć TUTAJ |
Mariusz (Czarek)